Strzelectwo sportowe
Ostatnie wpisy 01/05/12
Uporządkowanie wszystkich doświadczeń z treningów powinno znaleźć się w końcowym treningu przed samymi zawodami. Dzisiaj właśnie taki trening sobie zrobiłem bo jutro jadę na zawody do Bydgoszczy. Wynik: 567pkt., gdyby nie jedna 7 byłoby lepiej, mój błąd. Po seriach próbnych, w sumie 20 strzałów, które zajęły mi 15 minut rozpocząłem właściwe strzelanie bez robienia przerwy. Czwartą serię zakończyłem w 65 minucie. Pozostało mi na dwie serie 40 minut, więc zrobiłem dłuższą przerwę, ok. 5 minut. Pierwsze dwa strzały piątej serii to 9, zdziwiło mnie to. Później było lepiej. Starałem się wizualizować sobie jutrzejsze zawody i strzelałem tak jakbym na nich był. Ramię było spokojne i wykorzystywałem dwie metody wyciskania języka spustowego. Jedna z nich polega na znalezieniu i wyczuciu odpowiedniego cyklu przemieszczania się przyrządów wokół punktu trafienia i dość szybkim i pewnym wyciskaniu spustu, druga na bardzo wolnym wyciskaniu języka spustowego (nie znamy momentu strzału).
W zasadzie ja stosuję metodę pierwszą, gdyż pozwala ona na przewidywalne strzelanie, lecz mogą zdarzyć się trafienia w 8 a nawet 7. Druga metoda wymaga bardzo spokojnego ramienia, daje nam duże prawdopodobieństwo niewyjścia z pola 9, lecz trafienia w 10 bywają losowe.
Pierwsza metoda, niestety, wymaga dobrego urządzenia spustowego. W zasadzie najlepszym jest mechanizm elektryczny, nazywany czasem elektronicznym. W moim Morinim taki jest (Morini CM 162 EI).
Autor Chwat 08:35 10/05/12 | Komentarze (0)
Trening czyni mistrza, jak mawiał mój trener. Wyświechtane stwierdzenie, które należy dobrze rozumieć. Trening strzelca nie polega tylko na strzelaniu do tarczy, zwłaszcza na strzelaniu "na wynik". Ten błąd popełnia wielu strzelców. Na treningach nie strzela się dla rezultatu, na treningach strzela się dla konkretnego celu. Ten cel trzeba sobie wcześniej ustalić. Końcowym etapem treningu może być tarcza "wynikowa". Jaki cel sobie ustalić, zapytacie? I tutaj tkwi clou treningu. Celem może być wypracowanie odpowiedniej postawy, zapamiętanie jej; można też ćwiczyć percepcję wzroku - tzw "fokusowanie" czyli zgrywanie ostrości widzenia przyrządów celowniczych; ćwiczymy powtarzalność chwytu, zwłaszcza jego siły i rozmieszczenia nacisku; trenujemy szybkość reakcji i szybkość strzału. Jest wiele celów do osiągnięcia podczas treningu. Wszystko wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Najważniejszym jest jednak nasz umysł, który musi (jak komputer) otrzymać odpowiednie zadanie i je przetworzyć a w końcowym etapie zapisać. Umiejętność wyciągania wniosków z treningów jest jednym z kluczy do otwarcia bram sukcesu.
Na poprawność złożenia i celnego strzału składa się conajmniej kilkanaście - kilkadziesiąt czynników. W ciągu 10 sekund (najlepszy czas na oddanie strzału) nasz mózg musi wykonać mnóstwo operacji by te czynniki ze sobą zgrać. Jakie z tego wypływają wnioski? Nasz mózg musi być "otwarty" a nasz organizm "czysty". Teraz nie będę tego dokładnie opisywał, napiszę o tym w innej publikacji. Proszę jednak zwrócić uwagę na to jakie wyniki uzyskują strzelcy z dalekiego wschodu, z Chin, Korei, Japonii czy nawet Mongolii lub Azerbejdżanu. Wnioski powinny przyjść łatwo (dla tych, z "otwartymi" mózgami ;))
Trening powinien zawsze rozpoczynać się rozgrzewką. Taka sama rozgrzewka powinna być przed zawodami. Ćwiczymy i napinamy mięśnie ciała od dołu do góry. Najpierw stopy, później łydki, kolana, uda, biodra, tors, barki, ramiona, szyja, głowa i .... uwaga! oczy!!! Jak to robić też kiedyś opiszę.
I jeszcze jedna zasadnicza uwaga: jak nie masz czasu na treningi conajmniej 3 razy w tygodniu po 2-3h to nie osiągniesz dobrych rezultatów i wciąż będziesz stał w miejscu. Na początku mojego strzelania trenowałem nawet dwa razy dziennie. Teraz trenuję 3-4 razy w tygodniu a jak mam natchnienie to i częściej, choć bywają kilkudniowe przerwy czasami. Jednak przerwa powyżej 14 dni według moich obserwacji powoduje katastrofalną obniżkę formy, do wyrównania której potrzeba podwójnie długiego czasu.
Autor Chwat 05:23 08/05/12 | Komentarze (0)
Tak jak wcześniej pisałem, pojechałem strzelić konkurencję Ppn40. Pogoda kiepska, biomet też. Byłem na luzie, tak mi się wydawało;) Przyjechałem ponad godzinę wcześniej, porozmawiałem z kilkoma zawodnikami. Nie wpłynęło to na wyluzowanie. Lepiej nie prowadzić dysput przed strzelaniem. Zawodniczka, która wygrała i drugi na liście z nikim nie rozmawiali wcześniej (taki jestem skrupulatny;)). Do nich wrócę później.
Strzały próbne zajęły mi 15 minut, 20 pyknięć bez odkładania złożenia. Oceniane strzały to 30 minut, odłożyłem złożenia tylko kilka razy. Przyłożyłem się tylko do ostatniej serii. Luzik. W ten sposób zająłem 5 miejsce na 42 z 8 centralnymi 10.
Zawodnicy z pierwszym i drugim miejscem zakończyli konkurencję na 2-3 minuty przed czasem. Trzeba być cierpliwym, jak widać. Choć wyniki były słabe i wszyscy zawodnicy narzekali to należy się szacun dla zwycięzców. Stąd płynie wniosek: kto jest dobrze przygotowany i obyty z danym miejscem (genius loci) ten może zwyciężyć.
Swój wynik sprzed roku w tym miejscu (24 miejsce/70) 362pkt. poprawiłem znacznie. Nie jest to jednak dla mnie satysfakcjonujące. Wyniki z treningów są znacznie lepsze. Napiszę o tym w kolejnym artykule, tworząc odpowiednią zasadę. Zasada Chwata :)
Macie pytania w tym temacie to piszcie, chętnie odpowiem na wszystkie.
Autor Chwat 06:22 06/05/12 | Komentarze (0)
Niestety, po ostatnich zawodach w Pucku źle się poczułem. Już podczas strzelania drugiej serii w Ppn zrobiło mi się gorąco a perypetie z obiektowym karabinkiem do Kpn zupełnie mnie wyprowadziły z równowagi. Incydent kardiologiczny, tak to nazywają lekarze. Bałem się kolejnego zawału więc odpuściłem sobie na jakiś czas strzelanie. Myślałem o całkowitej rezygnacji ale znowu kolega mnie przekonał bym nie rezygnował (dzięki, Marcin).
Nie pojechałem do Ustki ale jak zobaczyłem wyniki i listy startowe to nawet nie żałowałem; mało startujących a wyniki poniżej moich średnich. Uśmiałem się z wyniku 344pkt. w Ppn40, wiecie kto tak strzelił? :)))
Jak będę dobrze się czuł to w niedzielę pojadę do Bydgoszczy na zawody. Tak na luzie, bo presja jaką sam sobie wytworzyłem, dała już o sobie znać a nie chcę by się to znowu powtórzyło.
Autor Chwat 06:53 03/05/12 | Komentarze (0)